reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
11:00

Przed starciem pomiędzy ASAP Vegas FC a KSB II Warszawa murowanym faworytem wydawali się gospodarze. Ekipa ASAP, po tym jak w ostatniej kolejce ostatecznie straciła szanse na wicemistrzostwo, chciała po prostu przypieczętować zdobycie brązowych medali. KSB II z kolei mogło podejść do meczu ze spokojnym nastawieniem, ponieważ nie walczyło już o najwyższe cele. Spodziewaliśmy się pewnego zwycięstwa faworyta, ale na boisku doszło do niespodzianki.

Początek meczu zwiastował dość wyrównaną walkę. W 14. minucie wynik otworzył Maksym Hluschenko z KSB II, wykorzystując podanie Vitaliia Balandziuka. ASAP zdołał odpowiedzieć w 23. minucie, kiedy Norbert Dymiński trafił do siatki po dograniu Roberta Rzący. Na przerwę schodziliśmy przy remisie 1:1.

Po zmianie stron gospodarze ruszyli do przodu i w 27. minucie Dymiński skompletował dublet, wyprowadzając ASAP na prowadzenie 2:1. Wydawało się wtedy, że faworyt wreszcie złapał swój rytm, jednak to, co wydarzyło się chwilę później, całkowicie odmieniło losy spotkania. Od 30. minuty KSB II po prostu zdemolowało defensywę rywala, aplikując mu aż siedem bramek z rzędu. Koszmar gospodarzy nakręcał rewelacyjny duet KSB. Maksym Marchenko skompletował hat-tricka, a Maksym Hluschenko dorzucił kolejne trafienia, kończąc mecz z imponującym dorobkiem czterech goli. Swoją bramkę dołożył również Balandziuk. W efekcie spotkanie zakończyło się prawdziwą deklasacją i zwycięstwem KSB II Warszawa 8:2.

ASAP Vegas FC po katastrofalnej drugiej połowie zostaje bez punktów i musi mocno uważać w ostatniej kolejce, by nie stracić trzeciego miejsca w tabeli na rzecz goniących ich Królewskich. KSB II sprawiło natomiast niespodziankę, udowadniając, że zapowiedzi o niesprzedawaniu tanio skóry nie były rzucane na wiatr.

2
11:00

Wicelider 9. ligi nie miał większych problemów z dopisaniem kolejnych punktów. LaFlame Bielany pokonało A.D.S. Scorpion’s 10:3, od początku do końca kontrolując przebieg spotkania i potwierdzając różnicę, jaka dzieli oba zespoły w ligowej tabeli.

Już pierwsze minuty pokazały, w jakim kierunku będzie zmierzał ten mecz. Zawodnicy LaFlame wysoko pressowali, często odbierali piłkę na połowie rywala i szybko zamieniali przewagę na kolejne sytuacje bramkowe. Efektem były trzy gole zdobyte jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa. Dodatkowym problemem Scorpion’s okazała się kontuzja bramkarza, który z powodu urazu musiał opuścić boisko już przy stanie 0:2. Od tego momentu gospodarze nie mieli już żadnego zawodnika na ławce rezerwowych, co przy tak wymagającym spotkaniu dodatkowo utrudniało im zadanie.

Mimo wyraźnej przewagi rywali Scorpion’s potrafili od czasu do czasu zagrozić bramce przeciwnika. Jednym z takich momentów było trafienie Balceraka na 1:3. Po jego mocnym strzale z dystansu piłka odbiła się od poprzeczki i zatrzepotała w siatce. Był to jednak tylko chwilowy przebłysk, bo jeszcze przed przerwą LaFlame dołożyło dwa kolejne trafienia i schodziło do szatni z komfortowym prowadzeniem 5:1.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Goście nadal dominowali w posiadaniu piłki i regularnie tworzyli sobie sytuacje bramkowe. Na listę strzelców wpisywali się kolejni zawodnicy, a duży udział przy wielu akcjach miał Kołodziejski, który oprócz trzech bramek zanotował również dwie asysty. Scorpion’s odpowiedzieli jeszcze dwoma trafieniami, w tym drugim golem Balceraka, jednak nie byli w stanie nawiązać realnej walki o korzystny wynik. LaFlame po raz kolejny potwierdziło swoją wysoką pozycję w tabeli i nie pozostawiło złudzeń niżej notowanemu rywalowi.

A.D.S. Scorpion’s walczyło ambitnie, jednak różnica jakości między zespołami była tego dnia wyraźnie widoczna, a końcowy wynik 10:3 w pełni odzwierciedla przebieg spotkania.

3
14:00

Gamba Veloce nie dała rywalom żadnych szans. Jeśli ktokolwiek spodziewał się powtórki jesiennego starcia, kiedy to właśnie Bielany wyszły zwycięsko, już po pierwszych minutach wiedział, że tym razem taki scenariusz raczej się nie powtórzy.

Początek meczu rozegrał się w niesamowitym tempie. Wolski otworzył wynik po składnej akcji, Skwirtniański dorzucił dwa gole z rzędu i do 13. minuty Gamba prowadziła już 6:0, kończąc większość akcji koronkowymi rozegraniami do pustej bramki. W tym czasie Bielany straciły dwóch zawodników z powodu odnowionych kontuzji, co nie zwiastowało niczego dobrego na dalszą część spotkania. Goście próbowali odpowiadać kontratakami, ale bez większego efektu. Przez dłuższy czas kolejnych goli nie oglądaliśmy, jednak Gamba spokojnie utrzymywała pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku.

Po przerwie historia w dużej mierze się powtórzyła. Dybowski trafił z dystansu na 7:0, Skwirtniański asystował przy golu Wolskiego, a Florczuk wpisał się na listę strzelców po uderzeniu z pierwszej piłki. Gamba dokładała kolejne trafienia spokojnie i systematycznie, nie pozostawiając rywalom złudzeń. Przełamanie Bielan przyszło dopiero po długim podaniu z autu, które wykończył Tomiak, strzelając tyłem do bramki. Później dwukrotnie trafił Olędzki, a Urbaczewski mocnym strzałem z półwoleja ustalił wynik spotkania na 13:2.

Warto odnotować ciekawostkę związaną z Urbaczewskim. Mecz rozpoczął między słupkami, ale po wejściu w pole zanotował gola i asystę. To kolejny argument za tym, że jego potencjał ofensywny zdecydowanie wykracza poza grę na bramce.

Gamba Veloce odegrała się za jesienną porażkę z Bielanami w najbardziej dobitny sposób. Tercet Wolski, Skwirtniański i Florczuk był tego dnia nie do zatrzymania i dał drużynie mocne argumenty w walce o miejsce tuż za podium. Takie zwycięstwo z pewnością buduje zespół przed decydującym starciem sezonu.

4
15:00

Rywalizacja Królewskich Wola z TRCH miało wyraźnego faworyta. Zespół Królewskich wciąż walczył o przedłużenie szans na brązowe medale, podczas gdy ekipa TRCH, kończąca bardzo trudną dla siebie rundę, chciała przede wszystkim zagrać z honorem i pozostawić po sobie dobre wrażenie.

Początek meczu zwiastował naprawdę ciekawe i wyrównane widowisko. Obie drużyny wyszły na boisko z chęcią do otwartej gry. W 11. minucie wynik otworzył Marcin Sadowski, dając prowadzenie faworytom. TRCH nie zamierzało jednak składać broni i szybko pokazało charakter. Zaledwie trzy minuty później Jakub Libera popisał się ładną akcją, doprowadzając do remisu 1:1. Królewscy musieli wrzucić wyższy bieg, by ponownie sforsować defensywę rywala. Udało się to w 21. minucie za sprawą trafienia Bartka Pacholczaka na 2:1. Od tego momentu gospodarze zaczęli łapać właściwy rytm i ostatecznie schodzili na przerwę z w pełni kontrolowaną, solidną zaliczką 4:1.

W drugiej połowie obraz gry stał się już zdecydowanie bardziej jednostronny, a podopieczni Adriana Olwińskiego weszli na swój najwyższy poziom skuteczności. Zespół z Woli z każdą kolejną minutą nabierał wiatru w żagle, konstruując akcje, które z niemal stuprocentową regularnością zamieniał na bramki. Tempo zdobywania goli było w pewnym momencie tak duże, że przy stoliku organizatorskim trudno było nadążyć z notowaniem kolejnych strzelców i asystentów w meczowym protokole. TRCH walczyło ambitnie do samego końca i również dołożyło swoje trafienia, jednak tego dnia rywale byli po prostu bezbłędni w ofensywie. Ostatecznie ten prawdziwy festiwal strzelecki zakończył się wysokim zwycięstwem Królewskich 14:3. Gospodarze dopisali do swojego dorobku bardzo cenne trzy punkty, które utrzymują ich w grze o ligowe podium.

Drużynie TRCH należą się natomiast brawa za podjęcie otwartej walki i sportową postawę do samego końcowego gwizdka, mimo że wynik w drugiej połowie dość szybko wymknął się spod kontroli.

Reklama